Russia, Capuchins, Voronezh

 
Zakon Braci Mniejszych Kapucynów liczy ponad 10 tysięcy braci. Znajduje się w ponad stu krajach na całym świecie. Krakowska prowincja Braci Mniejszych Kapucynów jest zaangażowana misyjnie na Litwie, w Bułgarii, Austrii, Republice Centralnej Afryki, oraz na Ukrainie i w Rosji. Jedna z parafii znajduje się w Woroneżu w Rosji. O tamtejszym domu i parafii Braci Mniejszych Kapucynów opowiadają gospodarze tego miejsca, którymi są bracia kapucyni: proboszcz i gwardian wspólnoty brat Wiktor Świderski, brat Marek Bakierzyński, oraz brat Rafał Ogórek. Wywiad przeprowadził brat Paweł Teperski.
 
alt
Wspólnota braci w Woroneżu


Bracie Wiktorze, Woroneż – co to za miasto i jak działają tutaj kapucyni? Jak wygląda tutejsza rzeczywistość religijna?
 
Brat Wiktor: Woroneż znajduje się na południu centralnoeuropejskiej części Rosji, jakieś 300 km od wschodniej granicy z Ukrainą. Jest to miasto liczące milion mieszkańców. Przyjechaliśmy tu z braćmi w 2003 roku, czyli 10 lat temu. Początki były trudne: przybyliśmy do zarejestrowanej wspólnoty, jednak szybko okazało się, że pozostało z niej zaledwie kilka osób wierzących. Właściwie trzeba było zaczynać od początku: od poszukiwania miejsca na mieszkanie i spotykanie się na liturgii, od porządkowania wszystkich rejestracyjnych papierów parafii, i tak dalej. W tych zmaganiach dużą pomocą było dla nas wsparcie biskupa ordynariusza diecezji saratowskiej, w której znajduje się Woroneż, Klemensa Pickela. Pomógł on kupić dom, w którym obecnie jesteśmy, dom dostosowany do potrzeb naszej wspólnoty i do potrzeb parafialnych.
 
Miasto Woroneż
 
 
Kiedy my mówimy „parafia”, „wspólnota”, „kościół”, „ludzie, którzy się gromadzą”, z reguły widzimy duży budynek kościoła, a obok stojącą plebanię. Jak to jest w Woroneżu?
 
Brat Wiktor: Funkcjonujemy w nietypowych warunkach, gdyż nie mamy kościoła. Kiedyś tu był, ale w 1963 roku został zburzony. Na tym miejscu stoi zwykły, jednorodzinny budynek mieszkaniowy, w którym się spotykamy. Na piętrze mieszkają bracia, a parter obejmuje część duszpasterską: znajdują się tu kaplica, kancelaria, zakrystia, miejsce przeznaczone do udzielania spowiedzi. Przy wejściu do domu umieszczono zwykłą tablicę informującą, że jest to parafia rzymskokatolicka. Znajduje się przy niej również krzyż, jako widoczny znak, iż to nie zwykły budek, lecz parafia. Zdajemy sobie sprawę, że to nie jest wystarczające i że ludzie mają oczywistą potrzebę modlitwy w świątyni, ale nie ma na razie takiej możliwości, więc się cieszymy tą kaplicą, którą mamy. 
 
Kaplica domowa
 
 
Jak dokładniej wygląda wasza praca i działalność parafialna? Jakie spotkania duszpasterskie organizujecie?
 
Brat Wiktor: Wspólnota parafialna jest nieduża, zwłaszcza jeśli porównywać ją z liczebnymi parafiami polskimi. W niedzielnej Eucharystii uczestniczy około siedemdziesięciu, osiemdziesięciu osób. Jest to niewiele, ale biorąc pod uwagę, że zaczynaliśmy od pięciu osób, to wydaje się być mimo wszystko niezłym wynikiem pracy duszpasterskiej. Pomimo tego, że wspólnota parafialna jest niewielka, wykazuje się dość dużą aktywnością. Działa tu kilka wspólnot, właściwie prawie codziennie. W tygodniu prowadzone są zajęcia w grupach przygotowujące do sakramentu chrztu. Od czasu do czasu, kilka razy na rok, odbywa się kurs Alfa. Jest grupa biblijna, jest też wspólnota mężczyzn. Codziennie mamy wieczorną mszę świętą, a w czwartki również półgodzinną Adorację Najświętszego Sakramentu. W niedzielę odbywają się Msze święte o 11 i o 15. Przed mszą o godzinie 11 odbywają się zajęcia katechetyczne dla dzieci, a po mszy spotkania formacyjne grupy Żywego Różańca, jest też modlitwa uwielbienia. Msza o godzinie 15 skierowana jest przede wszystkim do studentów i obcokrajowców, gdyż w Woroneżu jest bardzo dużo przyjezdnych studentów z różnych krajów Afryki i Ameryki południowej. Oprócz tego, nasza mała trzyosobowa wspólnota braterska opiekuje się wierzącymi z innych województw, to jest biełgorodzkiego i lipieckiego. 
 
Kiedy myślę o kościołach filialnych w polskim rozumieniu, widzę przed oczyma dwa kościóły w odległości 500 metrów od siebie, w których posługują księża z pobliskiej parafii, udzielając sakramentów i prowadząc duszpasterstwo. Bracia kapucyni będący w Woroneżu to trzyosobowa wspólnota posługująca w również trzech kościołach. Jak w kilometrach wygląda ta „duszpasterska rzeczywistość dojazdowa”?
 
Brat Marek Bakierzyński: Dojeżdżamy tak, jak to między sobą żartobliwie mówimy: „na wioski”, ale te „wioski” to są dwa półmilionowe miasta wojewódzkie,: Lipiec i Biełgorad, oraz jedna prawdziwa wioska, gdzie mieszka kilka tysięcy mieszkańców: Stara Kalitwa. Pierwszą naszą placówką dojazdową była właśnie Kalitwa. Pamiętam, jak pojechaliśmy tam po raz pierwszy, w grudniu 2003 roku. Mieszkało tam kilka rodzin katolickich, przesiedleńców z Kazachstanu, z polskimi i ukraińskimi korzeniami. Teraz już jest kilka rodzin rosyjskich, które przyjęły wiarę katolicką. Na liturgii gromadzi się około 20 osób i kilkanaścioro dzieci. W Kalitwie, ze względu na jej piękne położenie, organizujemy od ośmiu lat tygodniowy Obóz dla dzieci latem. Uczestniczą w nich zarówno dzieci z Woroneża, jak i Kalitwy. Wioska jest odległa od Woroneża o 250 km, dlatego jeździmy do niej regularnie, minimum dwa razy w miesiącu na kilka dni. Od Kalitwy do Biełgorodu, wojewódzkiego miasta, w którym też posługujemy, jest ok. 300 km. Biełgorod jest dużym, liczącym pół miliona mieszkańców miastem, w którym, jak już wspomniałem, katolicy są od bardzo dawna. Znajduje się niedaleko granicy z Ukrainą. Nie ma tu nawet kaplicy, wiec spotykamy się w mieszkaniu parafian, posługując 50 osobom i dodatkowo tutejszym studentom, a następnie wracamy do Woroneża. W Biełgorodzie jest kościół, lecz niestety na razie nie ma perspektyw, aby go odzyskać. Do niedawna do tamtejszych studentów dojeżdżał w niedzielę ksiądz, pokonując 800 kilometrów z Moskwy. Aktualnie odprawiamy tu dwie msze święte, aby móc nieść posługę zarówno parafianom, jak i owym studentom, którzy aktualnie pozostali bez duszpasterza. 
 
Jak wygląda opieka duszpasterska nad ludźmi oddalonymi o 300 kilometrów, do których przyjeżdża się raz, dwa razy w miesiącu?
 
Brat Marek: Tutaj z pomocą przyszli do nas bracia z Afryki, poddając nam pomysł, który się sprawdził. Wcześniej praktyka duszpasterska była taka, że kapłan w niedzielę rano przyjeżdżał do wioski odprawić  mszę i szybko, szybko wracał z powrotem. Bracia z Afryki podzielili się z nami swoim doświadczeniem i powiedzieli, że oni jeżdżą do buszu, w którym ewangelizują, na miesiąc, objeżdżając wszystkie wioski. Mieszkają w nich po dwa, po trzy dni, spotykając się z miejscowymi, prowadząc katechezę, chrzcząc. Przejęliśmy ten styl duszpasterzowania i to nam pomogło bardzo pogłębić spotkania. Nasza posługa przestała się ograniczać do szybkiej spowiedzi, mszy i powrotu. Zaczęliśmy zatrzymywać się na jedną noc, czasem na dwie i zajmować się w tym czasie katechezą, czy przygotowaniami do chrztu. Bywało tak, że ci, którzy nie mogli uczestniczyć we Mszy świętej jednego dnia, przychodzili innego, mając okazję do głębokiej spowiedzi czy dłuższej rozmowy. Dzięki temu mieliśmy możliwość przygotować dzieci do pierwszej Komunii świętej, a wielu ludzi dorosłych do sakramentu chrztu czy do powrotu do życia sakramentalnego. Dzięki temu też wspólnoty zaczęły rosnąć w liczbę. Nie koncentrowaliśmy się na „podtrzymywaniu” ich istnienia, żeby nie wymarły, a raczej na pogłębianiu ich życia religijnego, prawdziwego życia chrześcijańskiego. I tak od lat przemierzamy tysiące kilometrów, żeby odwiedzić naszych parafian. Gdyby znaleźli się tu kapłani, którzy chcieliby służyć nie ilościowo, lecz jakościowo, to na pewno mieliby co robić, bo ludzie są i czekają. Jest ich dużo. Każdego roku w okresie Wielkanocy czy Bożego Narodzenia odzywają się kolejni „nowi ludzie”, którzy znaleźli nas w internecie. Dzwonią i pytają. Niedawno jedna pani przyszła i zapytała, czy jesteśmy katolikami, czy rozdajemy Komunię świętą. Czy my „dajemy komunię”, bo jedynym słowem z dzieciństwa, jakie zapamiętała z kościoła, była komunia. Kiedy ją przyjmowała po raz pierwszy miała 7 lat. Było to ponad 80 lat temu. Kiedy się upewniła, że „my dajemy komunię”, to przystąpiła po raz pierwszy od 70 lat do spowiedzi i do Eucharystii. Jak widać, jest to praca bardzo wdzięczna. Dlatego wszystkich nowych kapłanów, którzy chcą się poświecić służbie i pracować tutaj, zapraszamy.
 
Życie braci kapucynów w Woroneżu nie kończy się jednak tylko na służbie dla ludzi. Bracia żyją tutaj we wspólnocie, tworząc rzeczywistość franciszkańską. Jednak jest to wspólnota wyraźnie oddalona od innych, bo najbliższa placówka kapucyńska mieści się na Ukrainie. Jak wygląda życie braterskiej wspólnoty woroneskiej?
 
Brat Rafał Ogórek: Tak, jak we wszystkich wspólnotach naszego zakonu, dni przeżywamy w rytmie modlitwy. Po modlitwie porannej i wspólnym śniadaniu mamy czas na wykonywanie pracy, przygotowanie się do duszpasterstwa, zakupy, i wszystkie pozostałe, konieczne czynności dnia codziennego. Później, po południu, znów spotykamy się na modlitwie, posiłku i potem każdy z nas oddaje się swoim obowiązkom. Wieczorem modlimy się i uczestniczymy we wspólnej Eucharystii, a później bierzemy udział w różnych grupach duszpasterskich i innych zajęciach. Późnym wieczorem oddajemy się wypoczynkowi podczas wspólnej rekreacji. Poza tym staramy się raz w tygodniu spotykać na dzieleniu Słowem bożym, a raz w miesiącu odbywamy dzień skupienia. Czytamy i dzielimy się również franciszkańskimi materiałami informacyjnymi. To jest taki zarys naszego życia braterskiego. 
 
Dom braci
 
 
W Prowincji Krakowskiej Braci Mniejszych Kapucynów mamy taki zwyczaj, iż dość często się odwiedzamy i rozmawiamy ze sobą. Jak wygląda wasze życie braterskie w odniesieniu do innych, pobliskich wspólnot kapucyńskich i jakie dzielą was odległości?
 
Brat Rafał: Dosyć rzadko spotykamy się z braćmi z innych wspólnot. Raz w roku odbywamy wspólne rekolekcje z braćmi na Ukrainie, w lutym zaś organizowane jest dla naszej wiceprowincji spotkanie formacyjne. Jeśli w danym roku odbywa się kapituła, czy inne wspólne, ważne spotkania z braćmi, to też w nich oczywiście uczestniczymy. Najbliższa wspólnota znajduje się jednak 600 kilometrów od nas, więc rzadko tam jeździmy. Regularnie podróżujemy 700 kilometrów do Kijowa, choć ogranicza nas granica ukraińsko-rosyjska, na której przekroczenie często tracimy wiele czasu. Te odległości i wynikające z nich trudności takie, jak przejście graniczne, utrudniają nam częste wizyty i spotkania. Na pewno doświadczamy braku tych relacji i tych spotkań z braćmi, ale staramy się jakoś z tym żyć...
 
Brat Wiktor przybliżył nam rzeczywistość parafii, a brat Marek opowiedział o duszpasterzowaniu osobom odległym nawet o 300 kilometrów... A na czym polega brata zaangażowanie duszpasterskie, tutaj w Woroneżu, bracie Rafale?
 
Brat Rafał: Posługuję w mieście Lipiec, gdzie raz w miesiącu jeżdżę z wizytą duszpasterską, podczas której odprawiam Mszę świętą, udzielam spowiedzi i spożywam wspólny obiad z parafianami. Tutaj na miejscu, w Woroneżu, w czwartek wieczorem posługuję grupie biblijnej, a w piątek w spotkaniu dla mężczyzn. Co drugi tydzień odprawiam Mszę świętą dla studentów zagranicznych. Po mszy dzielimy się Słowem bożym. Co tydzień przygotowuję również tych studentów do sakramentów: począwszy od chrztu, poprzez Pierwszą Komunię świętą, po spowiedź.
 
Nieszpory, wystawienie, grupa biblijna
 
 
Przy tej mnogości działalności i zaangażowania parafialnego, czy udaje się wam angażować również na rzecz potrzeb miejscowej diecezji?
 
Brat Wiktor: Jak najbardziej. W diecezji prowadzimy spotkania dla młodzieży: tak dla dekanatu, jak i dla całej diecezji, czy ogólnorosyjskie. Organizujemy też warsztaty muzyczne, przybliżając ewangelizację poprzez muzykę i śpiew, oraz prowadzimy rekolekcje charyzmatyczne w parafii. Postanowiliśmy również wdrożyć nową inicjatywę w diecezji: szkołę wiary dla  świeckich, przeznaczoną dla wszystkich parafian naszej diecezji. Widzimy, że ludzie potrzebują jakiejś głębszej formacji i naprawdę chcą w niej uczestniczyć. Niestety, musimy zmierzyć się z trudnościami, jakie wynikają z dużych odległości między parafiami: ludzie się nie znają, mają trudności z przyjazdem na rekolekcje, czy na spotkanie do innej parafii. Dlatego chcemy sami wyruszyć z nową inicjatywą szkoły wiary do większości parafii. Już na miejscu dokonywać się będzie formacja nie tylko parafian, ale i duszpasterzy, aby przybliżyć im idee, jak można pracować z ludźmi, żeby jeśli zechcą, mogli tą pracę kontynuować. Przez 10 lat udało się nam zbudować dość przyjazne relacje z duchowieństwem prawosławnym. Od czasu do czasu spotykamy się więc z nimi. Czasem to oni zapraszają nas z wykładami do seminarium prawosławnego, bo chcą swoim seminarzystom przybliżyć z naszą pomocą liturgię katolicką. Mamy też dobre relacje z wyznaniami protestanckimi, z którymi współpracujemy i od czasu do czasu odbywamy wspólne spotkania ekumeniczne, modląc się na przykład za władze miasta. Te ciepłe relacje udało się nam nawiązać w dużej mierze dzięki temu, iż w Woroneżu działa rada międzyreligijna przy wojewódzkiej dumie. Jest to inicjatywa władz, która pomogła nam, przedstawicielom różnych wyznań, poznać się i się zaprzyjaźnić. Dzięki temu istniejemy również w świadomości społeczeństwa naszego miasta Woroneża i w świadomości władz miejskich. 
 
Eucharystia
 
 
Czy mógłby nam brat przybliżyć nieco szczegółów dotyczących spotkań młodzieży, które mają tutaj miejsce?
 
Brat Marek: Od wielu lat prowadzimy dekanalne spotkania młodzieży. Jednak między dekanalnymi spotkaniami młodzieży z Polski i z Rosji jest zasadnicza różnica. W polskim rozumieniu dekanat to „najbliższe parafie”. Nasz dekanat, owszem, składa się z najbliższych parafii, jednak są to parafie odległe o sto, dwieście, a czasem nawet tysiąc kilometrów. Przykładowo: młodzież, która przyjedzie do nas w maju z Samary, odbędzie ponad dwudziestogodzinną podróż. Bezpośrednim pociągiem przebędą 1100 km, a jeśli będą jechali z przesiadką, to 1400 km.
 
Biskup Klemens Pickel jest otwarty na wszystkich kapłanów, pragnących posługiwać w tutejszej diecezji i bardzo by się cieszył, gdyby ktoś jeszcze dołączył do tutejszego grona duszpasterskiego. Jeśli jakiś ksiądz diecezjalny, czy ze zgromadzenia odkrywa w sobie owe pragnienie, to powinien wiedzieć, iż jego obecność pomogłaby rozwiązać wiele problemów. W całej diecezji, pomimo obecności kościołów, plebanii, sióstr, brakuje kapłanów i jest to powodem wielu zmartwień miejscowego biskupa, oraz trudności w funkcjonowaniu wspólnot parafialnych.
 
Bracia Mniejsi Kapucyni w Rosji, w Woroneżu pomimo sporych trudności i wielkich odległości, starają się głosić Jezusa Chrystusa, który umarł i który zmartwychwstał. Tego, który żyje i przynosi nadzieję każdemu człowiekowi, w każdym miejscu. Tych wszystkich, którzy są zainteresowani wspólnotą Braci Mniejszych Kapucynów w Woroneżu, zapraszamy pod adres: www.catholic.vrn.ru. Można również wpisać w wyszukiwarce google frazę: catholic woroneż. 
© 2015-2018 Римско-католический приход в г. Воронеж. Все права защищены.

Меню для мобильных